Wiadomości 11:31 17.12.2018

Grypa belferska atakuje. Odwołane lekcje w szkołach, klasy zieją pustkami

Protest nauczycieli fot. EASTNEWS/Karol Makurat/REPORTER

Nauczyciele to kolejna grupa zawodowa, która śladem policjantów rozpoczęła protest przechodząc na masowe zwolnienia lekarskie. Od poniedziałku w części szkół nie ma komu uczyć, więc dzieci wracają do domów lub tłoczą się na świetlicach.

O tym, że strajk poprzez przechodzenie na L4 może okazać się najbardziej skuteczny, przekonali się w listopadzie policjanci. Mundurowi, którzy zachorowali na "psią grypę" szybko wynegocjowali podwyżki i stali się wzorem dla innych, niedocenianych pracowników państwowych. W ostatnim tygodniu ich śladem poszli pracownicy sądów, od poniedziałku - nauczyciele.

Już w poprzednim tygodniu alarmowaliśmy o tym, że część szkół może być zamknięta, a rodzice powinni pomyśleć zawczasu o zapewnieniu opieki swoim dzieciom. Teraz okazuje się, że ostrzeżenia nauczycieli nie były rzucane na wiatr - w części placówek od rana nie ma bowiem komu uczyć.

Tylko w jednej ze szkół na warszawskim Ursynowie już teraz na zwolnieniu lekarskim jest aż 64 procent nauczycieli, a dyrekcja informuje uczniów, że przynajmniej część lekcji się nie odbędzie - podaje TOK FM.

Protest nauczycieli nie kończy się na placówce w Warszawie. Sygnały o strajkach docierają też z innych części Polski. Protestują między innymi nauczyciele z Wrocławia, Międzyrzecza, Poznania czy Łodzi.

ZNP - to nie nasz protest. Nauczyciele strajkują na własną rękę

Choć sygnały o proteście docierały już w zeszłym tygodniu, a Związek Nauczycielstwa Polskiego informowany był o planach nauczycieli, organizacja jak na razie nie podpisuje się pod strajkiem. Pracownicy ZNP podkreślają, że akcja to inicjatywa nauczycieli, a ich związek zawodowy nie ma z nią nic wspólnego.

Oficjalna decyzja ZNP w tej sprawie zapaść ma dopiero we wtorek 18. grudnia.

ZOBACZ TEŻ:

Zagłosuj

Czy popierasz protest nauczycieli?