Czarna dziura 16:11 06.12.2018

Właściciel skatowanego Fijo: „Jakaś śmieszna fundacja zje**** mi życie”

pies fijo skatowany fot. Fundacja dla Szczeniąt Judyta

W środę w Toruniu ruszył proces Bartosza D., który ze szczególnym okrucieństwem miał pobić psa Fijo. Jego historią żyła cała Polska.

Fijo miał zmiażdżony kręgosłup, połamane żebra, wybite zęby i stłuczoną szczękę. Psa w kałuży krwi znalazła żona Bartosza D. To ona powiadomiła policję.

ZOBACZ: Jest list gończy za właścicielem skatowanego psa Fijo [ZDJĘCIA]

Proces w sprawie znęcania nad psem ze szczególnym okrucieństwem ruszył 5 grudnia w Toruniu. Wcześniej mężczyzna przez 2 miesiące ukrywał się przed organami ścigania.

Właściciel Fijo nie przyznaje się do winy

Oskarżony nie przyznaje się do winy. Twierdzi, że w tej sprawie jest traktowany gorzej niż niejeden morderca. Jak przekonuje, wszelkie rany i obrażenia powstały przypadkiem – cytuje go TVN24. 

Jak powiedziałem, że jestem niewinny, to jestem niewinny. Ja tego nie zrobiłem, przewróciłem się po prostu. Byłem pod wpływem alkoholu. To był nieszczęśliwy wypadek. A śmieszna fundacja to zaczęła nagłaśniać i człowiekowi życie zje**** za przeproszeniem – tłumaczył reporterowi TVN24 Bartosz D. (tvn24.pl)

Z kolei pełnomocniczka Fundacji Dla Szczeniąt „Judyta” jest przekonana, że Fijo to ofiara okrutnego pobicia. To potwierdzili również biegli. Prokurator i oskarżyciele wnioskują o najwyższy wymiar kary. W tym przypadku byłyby to 3 lata więzienia.

ZOBACZ TEŻ: Na żywca upiłował psu zęby szlifierką. Fundacja apeluje o pomoc

Oceń artykuł