Czarna dziura 02:02 22.12.2017

Driftował nowym BMW po zamarzniętej rzece. Takiego „parkowania” się nie spodziewał

driftował BMW po zamarzniętej rzece fot. facebook.com/WIESCIZOKOLICY

Lód nie wytrzymał i auto po kilku godzinach od zakupu znalazło się pod wodą.

Trudno przesądzać o pechu czy skrajnej nieodpowiedzialności, ale tę lekcję kierowca BMW zapamięta na całe życie. Horror nowego właściciela rozegrał się pod Poznaniem, w miejscowości Kamionki. To tam zostali wezwani policjanci z Kórnika, którzy na miejscu zastali widok częściowo zatopionego w rzece samochodu marki BMW. Na miejscu nie było jednak właściciela, a samochód nie posiadał tablic rejestracyjnych.

Nie od razu udało się ustalić obecnego właściciela auta. Policjanci, na podstawie naklejki kontrolnej z numerem rejestracyjnym, dotarli do mężczyzny, który dzień wcześniej sprzedał samochód – podaje portal Epoznan.pl. Ostatecznie kierowca znalazł się sam. Przybył na miejscu zdarzenia.

BMW w rzece fot. facebook.com/epoznan

Brak wyobraźni

Sprawca całego zamieszania pojawił się przy swoim samochodzie następnego dnia. Został „przyłapany” przez policjantów, kiedy wraz z kolegami starał się wydostać samochód z rzeki. Pechowy kierowca przyznał się, że jest nowym właścicielem auta. Tłumaczył także, że po tym jak nabył BMW, postanowił zorganizować przejażdżkę po zamarzniętej rzece. Nie przewidział jednak, jakie może to nieść za sobą konsekencje. 

Nieodpowiedzialność kierowcy spowodowała, że nie tylko będzie musiał ponieść koszt naprawy auta lub zakupu nowego (zdjęcia z miejsca zdarzenia nie napawają optymizmem), ale także został ukarany mandatem za wykroczenie drogowe „nieostrożnej jazdy”.

Relacje świadków dowodzą, że samochód nie znalazł się w rzece przez nieostrożną jazdę, ale na skutek driftingu, który kierowca BMW uprawiał w pobliżu. Na miejscu zdarzenia na śniegu pozostały bowiem wszystko zdradzające ślady kół.

BMW w rzece fot. facebook.com/WIESCIZOKOLICY
Oceń artykuł