Czarna dziura 14:54 07.12.2018

Horror w Izdebkach. Nowe fakty ws. „dzieci, które jadły z psiej miski”

Izdebki dzieci jadły z psiej miski fot. Policja

Makabryczne fakty z życia 12-osobowej rodziny S. z miejscowości Izdebki na Podkarpaciu wyszły na jaw po ucieczce z domu 12-letniego chłopca. Dzieci spały w wymiocinach, wyjadały resztki z psiej miski, były zaniedbane, zastraszane, a córki molestowane przez ojca.

Historia dziesięciorga rodzeństwa z miejscowości Izdebki wstrząsnęła całą Polską. Sprawę opisali reporterzy programu Uwaga! TVN. Z kolejnymi świadkami i krewnymi rodziny rozmawiali dziennikarze Gazety Wyborczej.

ZOBACZ: Izdebki. Dzieci jadły z psiej miski

43-letnia Joanna S. miała sześciokrotnie poronić, a płody zakopywać pod płotem. Czy jej rodzina o tym wiedziała?

Ile razy poroniła, tego nikt nie wie. Ona nawet mnie się nie przyznawała, że znów jest w ciąży. My wiedzieliśmy, jak już miała duży brzuch – mówiła w rozmowie z GW jej siostra.

Choć siostra Justyny S. dodaje, że relacje świadków przedstawione w programie Uwaga! są kłamstwem, przyznaje, że dzieci faktycznie miały problemy z komunikacją: Justynka nie mówiła. Daniel – mało. Reszta – w miarę. Dziennikarze poprosili o komentarz dyrektora Szkoły Podstawowej nr 2 w Izdebkach, Stanisława Żelaznowskiego.

Do naszej szkoły chodziła czwórka najstarszych dzieci S. To są dzieci niepełnosprawne, każde w innym stopniu, miały indywidualne toki nauczania. Miały kłopoty z wypowiadaniem się, mówiły bardzo mało. Na przykład najstarszy Daniel nie potrafił przekazać nauczycielom, że musi wyjść do toalety. Ale nie sprawiały kłopotów – powiedział.

Jak się okazuje, w okolicy podejrzeń, że w tym domu dzieje się coś złego, nie było. Sąsiedzi przyznają jednak, że Krzysztof S. nie interesował się dziećmi.

Izdebki. Gdzie była opieka społeczna?

Okazuje się, że rodzina S. była znana opiece społecznej. Opiekunki z Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej miały jednak zwracać uwagę jedynie na bałagan w domu i brudne ubrania dzieci. Z kolei kurator regularnie informował sąd o sytuacji w domu, ale podejrzeń, by dochodziło tam do przestępstw, nie było.

Po nagłośnieniu sprawy dzieci zostały odebrane rodzicom i skierowane do domu dziecka w Sanoku. Krzysztof S. przebywa obecnie w areszcie. Został oskarżony o obcowanie płciowe z nieletnią córką i narażenie 12-letniego syna na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. 

Oceń artykuł