Czarna dziura 13:22 12.01.2018

Wypadek Ukrainki w polskiej pralni. Zmiażdżyło i ugotowało jej rękę

Ukrainka zatrudniona w Polsce i wypadek fot. Youtube.com/ Андрей Романенко

Pracodawca nie pozwolił na akcję ratunkową, bo bał się o sprzęt.

Makabra w pralni. 15 grudnia w Luboniu Ukrainka straciła kończynę z powodu uszkodzenia magla przeznaczonego do prasowania tkanin. Pracodawca twierdzi, że to 29-letnia kobieta jest wszystkiemu winna. Utrudniał również akcję ratunkową.

Jak podaje WP.pl, Alona Romanenko z feralną maszyną miała do czynienia wielokrotnie. Już wcześniej ulegała awariom. Tym razem prześcieradło o coś się zaczepiło. Ukrainka próbowała wyciągnąć pościel ręką. Niestety, wciągnięte między walce ramię zostało zmasakrowane. Urządzenie zerwało skórę spod pachy, w okolicach piersi i na barku.

Przyszła do mnie Polka, ale nie wyłączyła maszyny, tylko gdzieś pobiegła. Walec wciągał rękę po kawałku, miażdżył i gotował - powiedziała poszkodowana (wyborcza.pl).

Romanenko krzyczała, a koleżanki próbowały jej pomóc. Została jednak zignorowana przez brygadzistkę. Najbardziej szokujące było jednak zachowanie właściciela zakładu. O wszystkim opowiedziała w filmie nakręconym przez jej męża w szpitalu.

Jeden z ratowników ściągnął pasek, by przeciągnąć rękę. Koniecznie było przecięcie maszyny, by wyciągnąć kończynę zaklinowaną do połowy łokcia. Pracodawca nie pozwolił jednak na takie działanie, a z decyzją zwlekał niemal godzinę. Zdaniem poszkodowanej chciał za wszelką cenę ocalić sprzęt.

W końcu trafiła do szpitala przy ulicy Szwajcarskiej. Przeprowadzono kilka operacji, ale było już za późno i konieczna była amputacja poniżej ramienia. Chwali jednak personel medyczny.

To poważny ubytek na zdrowiu i kalectwo. Pacjentka przeszła już dwie operacje, ale mamy jeszcze skórę do przeszczepu i w zależności, jak będą goiły się rany, podejmiemy decyzję, czy kolejne zabiegi są konieczne - powiedział ordynator Oddziału Chirurgii Ogólnej i Obrażeń Wielonarządowych Szpitala im. Strusia Krzysztof Słowiński (wyborcza.pl).

Przy okazji Romanenko skrytykowała szefa. Powiedziała, że obiecał pomoc. Nie dotrzymał słowa.

Alona Romanenko fot. Piotr Skórnicki / Agencja Gazeta

Na koszt polskiego podatnika

Internauci uważają, że sprawę należy nagłośnić. Ich zdaniem pracodawca jest winny tej tragedii i powinien zostać surowo ukarany. Nie brakuje jednak osób oburzonych tym, że niepełnosprawna będzie teraz na utrzymaniu Polaków.

To wina właściciela, nie dba o dobro pracowników. Gdyby dbał, nie doszłoby do tragedii. Powinien teraz zapłacić za ubezpieczenie – uważa Kailer (youtube.com/ Андрей Романенко).

Rozumiem, że znała język polski, by móc przejść szkolenie BHP? Jeśli nie, to niech ma teraz pretensje wyłącznie do siebie – napisał Daniel (youtube.com/ Андрей Романенко).

Czy ta Ukrainka pokryje koszty pobytu w polskim szpitalu, czy jak jej rodacy będzie pasożytować na polskim narodzie? Powinni ją opatrzyć i odesłać na Ukrainę – proponuje Lena (youtube.com/ Андрей Романенко).

Sprawę bada Inspekcja Pracy. Okazuje się, że właściciel pralni nie przeprowadził instruktażu maszyny. Odpiera zarzuty. Twierdzi, że nie ma pojęcia jak doszło do tragedii, a wszystkiemu winna jest Ukrainka.

Ona w ogóle nie powinna mieć tam ręki. Nie wiem, jak znalazła się z boku maszyny. Zanim przyszła do pracy, otrzymała wystarczający instruktaż do obsługiwania maszyny - twierdzi właściciel Robert Siąkowski (wyborcza.pl).

Jak podaje wyborcza.pl, Ukrainka przyjechała do Polski w 2017 roku z Wołynia. Pracę w zakładzie przy ulicy Szkolnej znalazła przez internet. Miała wieszać poszwy i prześcieradła na haki, a potem umieszczać pościel w walcu pracującym w wysokiej temperaturze. 

Andrij Romanenko, mąż Alony, w rozmowie z polsatnews.pl, powiedział, że oglądał podobne urządzenia w internecie. Miały one specjalne zabezpieczenia. W Luboniu ich zabrakło.

Ukraina straciła rękę w polskiej pralni. Opowiedziała o akcji ratunkowej:

Oceń artykuł