Czarna dziura 12:13 12.01.2018

Nie żyje jeden z uczestników programu "Chłopaki do wzięcia". Miał 31 lat

Nie żyje Roman Paszkowski. Był uczestnikiem programu "Chłopaki do wzięcia" fot. Facebook.com/chlopakidowziecia

"Zmarł śmiercią naturalną".

Nie żyje Roman Paszkowski, uczestnik reality show Polsatu pt. "Chłopaki do wzięcia". Pogłoski o śmierci "Napoleona" najpierw pojawiły się w mediach społecznościowych. Następnie potwierdziła je Anna Zwolińska, szefowa PR kanałów tematycznych Polsatu. 

Niestety ta informacja jest prawdziwa. Bohater o pseudonimie "Napoleon" zmarł śmiercią naturalną, prawdopodobnie na zawał serca - przekazała serwisowi Pomponik.pl. 

Losy sympatycznego, poszukującego miłości 31-latka śledziły miliony telewidzów. Romkowi bardzo dokuczała samotność. Narzekał, że w swoich rodzinnych stronach nie może znaleźć te jedynej. To on jest autorem słów, które pojawiają się w czołówce programu.

W mojej wsi jest ośmiu kawalerów, na którego przypada zero dziewczyny - mówił. 

Roman Paszkowski nie żyje fot. Facebook.com/Chłopakidowzięcia

„Napoleon” nie miał szczęścia w miłości. Kiedy jego przyjacielowi z programu Ryszardowi przestało układać się z partnerką, Romek postanowił postarać się o względy dziewczyny. Przez to pokłócił się z kolegą i jeszcze bardziej odizolował od ludzi.

Internauci pożegnali Napoleona na Facebooku.

Mam nadzieję, że po drugiej stronie na jednego kawalera będzie przypadać 8 dziewczyn - napisał Lukasz. (Facebook.com/chlopakidowziecia)

Szkoda, że nie zaznał w życiu miłości - skomentowała Patrycja. (Facebook.com/chlopakidowziecia)

Szkoda chłopa. Ale widać, że był zajechany. Słabo wyglądał jak na 31 lat - dodał Emil. (Facebook.com/chlopakidowziecia)

Program "Chłopaki do wzięcia" przedstawia szukających miłości kawalerów z małych miasteczek i wsi. Po raz pierwszy reality show zostało wyemitowane w 2012 roku. Do tej pory pojawiło się 12 serii. Bohaterowie dokumentalnej telenoweli są w trudnej sytuacji, bo większość ich rówieśniczek wyjechała do pracy w większych miastach. Mężczyźni pracują dorywczo i często "na czarno".

Oceń artykuł