Czarna dziura 10:30 19.12.2017

Koty stanęły przed sądem. Jest wyrok w sprawie krwawej zbrodni na rybkach

Koty przed sądem fot. Adam Lawnik / East News

Morderczym dachowcom i tak się upiecze.

Sprawa dotyczy zajścia sprzed roku, gdy mieszkańca Ołtaszyna pod Wrocławiem zaniepokoiło systematyczne znikanie jego rybek.

Jak podaje portal tvn24.pl, mężczyzna zaczął uważniej przyglądać się temu, co dzieje się wokół jego oczka wodnego i wreszcie rozwiązał zagadkę znikających rybek.

Na gorącym uczynku miał przyłapać czworonogi sąsiada. Jego zdaniem koty nie tylko wpraszały się do niego na lunch, ale też załatwiały u niego swoje potrzeby fizjologiczne.

Sąsiedzkiego konfliktu nie udało się rozwiązać polubownie i sprawa trafiła do sądu.

cat_eyes

Wyrok zapadł w czerwcu, a siedmioletnia Miłka i dwuletnia Lulu zostały uznane za winne. Stało się tak, mimo, że ani one, ani ich posiadacz nie przyznali się do popełnienia czynu.

Naganą ukarano właściciela, Patryka Hałaczkiewicza, który zdaniem sądu nie upilnował kotów. Nie powinny one przechodzić przez płot i opuszczać terenu posesji. Jak podaje tvn24.pl, to Hałaczkiewicz nie pogodził się z krzywdzącym wyrokiem sądu.

W poniedziałek Sąd Okręgowy we Wrocławiu podtrzymał wyrok sądu I instancji i uznał, że wina faktycznie leży po stronie Hałaczkiewicza. Ten jednak wciąż czuje niesmak.

Stanisław Bareja, gdyby żył, na pewno nakręciłby o tym niezły film. Żeby koty nie przechodziły przez płot, każdy musiałby chyba mieszkać w jakiejś fortecy. To absurd – powiedział. (onet.pl)

Również internauci nie pozostawili tej poważnej sprawy bez komentarza. 

Zrobiłem dzisiaj moim dwóm kotom zebranie i wygłosiłem im pogadankę na temat nieopuszczania mojej posesji i szanowania granic działek sąsiadów. Koty wysłuchały tego ze zrozumieniem i w należytym skupieniu - pisze Bogdan. (onet.pl)

Mój sąsiad założył siatkę na oczko i po problemie. Jak się później okazało, to nie koty wyjadały mu rybki tylko ptaki. W takim razie to Państwo powinno być oskarżone, że nie upilnowało ptaków które na moje niebo wlatują - dodaje Marta. (Facebook.com / @marta.barq.st)

Sąd pozwolił sobie na skomentowanie sytuacji w adekwatny dla niej sposób i zaznaczył, że sprawa tak naprawdę nie powinna do niego trafić. Szkodliwość czynu uznał za znikomą, choć nie akceptuje tego posiadacz pożartych żywcem rybek. Właściciel kotów uniknął kary i został zwolniony od kosztów sądowych. 

Jeden z oskarżonych kotów. fot. Facebook.com / @panbielawa

Jeden z oskarżonych kotów.

Oceń artykuł