Czarna dziura 13:21 18.12.2017

Głowa chłopca utknęła w drzwiach obrotowych. Przez godzinę wisiał w powietrzu

Głowa chłopca utknęła w obrotowej bramce na placu zabaw fot. gloswielkopolski.pl, Kolaż: Planeta FM

Obsługa nie potrafiła wyłączyć bramki.

Dwaj bliźniacy i ich matka odwiedzili w sobotę galerię handlową Pestka w Poznaniu, gdzie mieli spędzić wesoło czas na płatnej sali zabaw. 

Weekendowe wyjście zakończyło się jednak chwilami grozy i oskarżeniami padającymi wobec właściciela placu zabaw, bo głowa jednego z chłopców zaklinowała się między krawędzią obrotowej bramki, a ścianą z prętów.

Jak podaje portal gloswielkopolski.pl, 8-latek usiłował przejść przez metalową bramkę, by dostać się do kolejnych atrakcji. Żeby jednak bramka się uruchomiła, trzeba wrzucić do niej 5 zł.

Chłopcy przyszli po pieniądze, ale wrócił już tylko jeden. Drugi został zakneblowany w urządzeniu. Byłam przerażona – mówi Karolina Świerkowska, mama chłopców. (gloswielkopolski.pl)

Niestety drzwi wciąż pracowały, a obsługa nie była w stanie ich wyłączyć.

Syn nie mógł się poruszyć, bałam się, że się udusi. Udało się oderwać kawałek gumy na drzwiach, co dało mu nieco więcej luzu. Przesunęliśmy też syna wyżej, gdzie luka była nieco szersza. Trzeba było go trzymać, bo wisiał w powietrzu – relacjonuje oburzona kobieta. (gloswielkopolski.pl)

Wina dziecka

Kobieta oskarża właściciela sali zabaw o stwarzanie zagrożenia dla życia dzieci i wystosowała już do niego list. Kierownik regionalny firmy, Agata Nowak, odpiera zarzuty i tłumaczy, że zaistniała sytuacja jest wyłącznie winą chłopca, który próbował uniknąć opłaty za wejście.

Absolutnie nie mamy sobie nic do zarzucenia. Nie mamy za co przepraszać, to naszą firmę narażono na straty finansowe. Wszystkie nasze urządzenia mają atesty. Na miejscu rodziców zastanowiłabym się nad własną winą – powiedziała. (gloswielkopolski.pl)

Jej zdania nie podzielają oburzeni internauci, którzy zaznaczają też, że ich dzieci niejednokrotnie były już narażone na podobne zagrożenia, jednak nikt nie reagował na ich sugestie.

Napisałem pół roku temu list do firmy, że maja zastawioną pułapkę i dziecko spadło z siedziska. Nie chciałem żadnych odszkodowań, a jedynie działałem w interesie innych dzieci narażonych na pułapkę. Zero odpowiedzi. Niech dzieciak jest pilnowany przez opiekunów i koniec – napisał internauta lax. (wiadomosci.wp.pl)

Pracownicy na tym placu zachowują się jak "święte krowy" i robią dosłownie łaskę, że wpuszczają dziecko na plac. Byłam tam ze swoimi dziećmi i ani razu nie widziałam, aby ktokolwiek z obsługi zainteresował się tym co się dzieje na placu – pisze Magda. (gloswielkopolski.pl)

Nie jest to wina matki, tylko wasza głąby, bo przejmujecie opiekę nad dzieckiem w momencie jak je wpuszczacie na wasz plac zabaw. A dziecko jest dzieckiem (...) i to wy odpowiadacie, żeby nie mogło tam gdzieś się mu coś stać – komentuje inny internauta. (wiadomosci.wp.pl)

Na miejsce wezwano straż pożarną i karetkę, choć ostatecznie udało się uwolnić chłopca przed ich przybyciem. Akcja trwała godzinę i wzięli w niej udział pracownicy placu zabaw i obecni rodzice pozostałych bawiących się dzieci. 

Galeria handlowa Pestka w Poznaniu fot. East News / STEFAN KOT

Galeria handlowa Pestka w Poznaniu

Oceń artykuł