Czarna dziura 13:46 29.11.2017

Myśliwy strzelił w stację benzynową. Kula przebiła dystrybutor paliwa

Dystrybutor paliwa na stacji fot. Agencja Gazeta/Łukasz G

Wszystko można pomylić z dzikiem.

Jednemu z polskich myśliwych najwyraźniej mierzenie do zwierząt już nie wystarczało. Klienci stacji paliw w Łukcie (warmińsko-mazurskie) zobaczyli kartkę z ostrzeżeniem przyczepioną do dystrybutora.

Urządzenie nie działa z powodu przestrzelenia przez nieodpowiedzialnego myśliwego. Prosimy o podjechanie do kolejnego stanowiska – poinformowała obsługa stacji.

Zdjęcie dystrybutora pojawiło się na stronie internetowej niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com. Jeden z jej czytelników napisał, że podejrzany uszkodził także ścianę budynku.

Pracownicy stacji usłyszeli niepokojący huk. Mężczyzna tłumaczył, że pękła mu opona. Prawdopodobnie miał w aucie załadowaną broń, która wystrzeliła. Dopiero później obsługa zobaczyła ślady po kuli.

Funkcjonariusze odnaleźli myśliwego. W drzwiach jego pojazdu odkryli ślady po strzale. Miał obiecać, że zapłaci za wyrządzone szkody.

 

O włos od tragedii

Internauci nie zostawili na myśliwym suchej nitki. Uważają, że mógł doprowadzić do zapłonu i wybuchu. Niektórzy podchodzą jednak do sprawy z dystansem.

Chciał wzbogacić mieszankę ołowiem – skomentował Sanczessco (wykop.pl).

Regulacja populacji dystrybutorów - żartuje casting (wykop.pl)

Tacy Janusze jak on strzelali do mnie podczas grzybobrania. Mam nadzieję, że zajmą się tym odpowiednie służby – napisał cigolce (wykop.pl).

Polskim myśliwym zdarzają się tragiczne w skutkach pomyłki. Jak informuje TVN24.pl, w 2014 roku w lesie koło Mieściska pod Wągrowcem 46-latek postrzelił kolegę na polowaniu. Pomylił go z dzikiem. Nie udało się go uratować.

[AKTUALIZACJA]

Na facebookowym profilu społecznej kampanii informacyjnej „Nie podaję ręki myśliwym” po publikacji naszego artykułu pojawił się wpis o następującej treści:

Pojawiają się pierwsze doniesienia prasowe na temat zdarzenia na stacji paliw w Łukcie. Od naszego czytelnika mieszkającego tam, wiemy nieco więcej, choć nadal pozostaje wiele niewiadomych. A więc pracownicy stacji mają całkowity zakaz udzielania informacji o zdarzeniu. Była już telewizja i 2 gazety - odprawiono ich z niczym. Sprawą zajął się rzecznik Orlenu, a chłopak który tam pracował i jako pierwszy coś opowiedział został przeniesiony na stację w Morągu. Wszystko to co najmniej dziwne - brzmi post aktywistów. (Facebook.com/RacjonalnaGospodarkaLowiecka)

Więcej informacji o rozwoju wypadków podamy wkrótce.

 

 

 

Oceń artykuł