Słuchaj radia

Przez rok nie robiła zakupów. Wytrzymała, a efekty są naprawdę zaskakujące

Minimaliści i antykonsumpcjoniści zamiast Czarnego Piątku obchodzą Dzień Bez Zakupów. Ona rozciągnęła go na 12 miesięcy.

11.01.2017 12:31
Michelle McGagh

Fotografia: Twitter.com/mmcgagh

Michelle McGagh z zawodu jest dziennikarką finansową mieszkającą w Londynie. Dokładnie 24 listopada 2015 roku podjęła radykalną decyzję. Przez kolejne 365 dni nie wyda ani funta na niepotrzebne rzeczy. To oznacza koniec ze spontanicznymi zakupami, wyjściami na miasto, płaceniem za przyjemności jak kino czy kupowaniem biletów na podróże. Ten plan zszokował jej rodzinę i znajomych.

Ale to, co z początku wydawało się jedynie niemożliwą do zrealizowania ideą, stało się rzeczywistością. McGagh nazajutrz wcieliła swoje postanowienie w życie. Wszystko przez zdanie sobie sprawy jak mało potrzebuje rzeczy do szczęśliwej egzystencji. Gdy przeprowadziła się z mężem do zakupionego w 2013 roku domu, w starym mieszkaniu pozostało około 80 procent rzeczy, które przeleżały tam wiele miesięcy.

Moi znajomi byli zaniepokojeni. Im bardziej unosili brwi w zdziwieniu, tym bardziej się zastanawiałam, czy aby nie popełniłam błędu - zwierzała się pomysłodawczyni ekstremalnego wyzwania w artykule na łamach gazety "Telegraph".

Zastaw się, a postaw się

Jak informuje Telegraph.co.uk, uwiązane kredytem hipotecznym brytyjskie małżeństwo musiało zakasać rękawy i zacisnąć pasa. Para ustaliła więc kilka zasad. Po pierwsze, każdego miesiąca trzeba opłacić rachunki i zobowiązania finansowe, takie jak raty kredytu, media, ubezpieczenie na życie itp. Należało też do minimum ograniczyć wydatki na podstawowe przybory toaletowe oraz środki czyszczące.

W kwestii jedzenia również nie było miejsca na kompromisy. Żadnych słodyczy, napojów alkoholowych, posiłków w restauracjach i na wynos. Tygodniowy budżet przeznaczony na żywienie wynosił zaledwie 35 funtów (ok. 175 zł). Zamiast samochodem czy autobusem, Michelle McGagh zaczęła codziennie pokonywać stałe trasy rowerem. Zrezygnowała z drogich wakacyjnych wojaży samolotem, na rzecz darmowej komunikacji.

Rok wyrzeczeń

Pomimo początkowego niedowierzania i ostracyzmu ze strony najbliższych, gdy tylko zimowe miesiące minęły, a na zewnątrz zrobiło się jaśniej i cieplej, londynka zaczęła pozytywniej patrzeć na swój finansowy eksperyment. Spędziła letni urlop z mężem pod namiotem, dziko biwakując na plażach i posilając się makaronową sałatką. Po pewnym czasie wiele ubrań nadawało się jednak do wymiany, a skóra kobiety błagała o krem nawilżający.

Minął rok i jak się okazało, postanowienie zostało zachowane, a plan zakończył się sukcesem. Tuż po północy 25 listopada 2016 roku Michelle umówiła się ze znajomymi w pubie i postawiła wszystkim po kolejce piwa. To były pierwsze wydane pieniądze na tego typu "zbytki" od poprzedniego Czarnego Piątku. Skrupulatność się opłaciła. W ostatecznym rozrachunku brytyjka zaoszczędziła łącznie 22,5 tys. funtów (czyli 113,5 tys. złotych).

Za odłożoną kwotę małżeństwo spłaciło kredyt hipoteczny i jednocześnie odkryło, że większą radość od posiadania rzeczy i wydawania na nie pieniędzy sprawia im przebywanie z ludźmi, których kochają. Kobieta teraz już wie, na czym skupić się w życiu i znalazła balans w planowaniu domowego budżetu. Uwolniona od spłaty rat za nowy dom jest bardziej zrelaksowana, a od jazdy na rowerze - zdrowsza.